Żenujących popisów ks. Lemańskiego ciąg dalszy… Tym razem napisał, że…

Żenujących popisów ks. Lemańskiego ciąg dalszy… Tym razem napisał, że…

Arcybiskup ks. Henryk Hoser, metropolita warszawsko-praski przeszedł na emeryturę. Ks. Wojciech Lemański, kontrowersyjny kapłan-celebryta nie omieszkał przy tej okazji zaatakować swojego dawnego przełożonego. Na swoim facebooku napisał kilka słów. O kilka za dużo…


 

Uczestniczyłem w tej historii – napisał złowrogo ks. Lemański jakby miał na myśli jakąś wielką drakę – Zapamiętałem każde słowo i każde wydarzenie – dodał mrocznie.

 

– Na mojej półce stoją segregatory wypełnione korespondencją z odchodzącym biskupem. Rozumiem ludzką słabość i wybaczam. – zakończył swoją wypowiedź ks. Lemański, zapominając o jednym… zwykłym ludzkim przepraszam. Chyba od tego wypadało zacząć wpis…




Znany supermarket NABIJA klientów w BUTELKĘ… SZOK!

Znany supermarket NABIJA klientów w BUTELKĘ… SZOK!

Oszustwo czy sprytny marketing? Czy koszula z guzikami wyprodukowanymi w Polsce, to koszula polskiej produkcji? Gdzie leży granica między marketingiem a zwykłym cwaniactwem? Jak dajemy się nabierać hipermarketom? Zobaczcie sami!


 

Z przodu czekolady widzimy napis „Produkt pochodzenia belgijskiego”. Z tyłu zaś dopisek „Wyprodukowano w Polsce”. Klienci są wściekli na Biedronkę, która chce sprzedawać rzekomo najwyższej jakości belgijską czekoladę, która wcale z Belgii nie przyjechała. Zwykłe robienie w bambuko.

Sprawę nagłośnił portal „Tanio przez świat„, który zajmuje się poszukiwaniem ciekawych promocji. Akcja tematyczna w Biedronce zaciekawiła redaktorów portalu, bo czyż szansa na kupno belgijskiej czekolady w cenie niecałych 10 złotych za 250 gramów to nie jest gratka? No właśnie tylko czy to jest naprawdę belgijska czekolada?

 

Okazuje się jednak, że inne linie tej czekolady zostały wyprodukowane w Belgii, więc można o nich powiedzieć że są belgijskie. Tylko jedna czekolada mleczna z wyodrębnionymi laskami wanilii – została zrobiona w Polsce. Przedstawiciele Biedronki na facebookowym profilu napisali, że nie jest to błąd drukarski i czekolada faktycznie została wyprodukowana w naszym kraju, ale „z wykorzystaniem czekolady belgijskiej, czyli pochodzenia belgijskiego”. W Polsce zaś była formowana, stąd słowa o wyprodukowaniu w Polsce. Supermarket sprytnie wybrnął z opresji. I choć formalnie wszystko jest poprawnie, to jednak niesmak pozostaje. A w przypadku czekolady niesmak to ostatnie słowo z jakim powinna się kojarzyć. Co myślicie o całej sprawie?

 

 




Znana para celebrytów ZAMAWIAŁA Kokę… Policja ujawnia, że chodzi o…

Znana para celebrytów ZAMAWIAŁA Kokę… Policja ujawnia, że chodzi o…

Rozkręca się afera narkotykowa z udziałem dilera gwiazd Cezarego P. (49 l.). „Super Express” ustalił znaną parę celebrytów, którzy mieli znajdować się na liście dilera. 


 

Diler gwiazd sprzedał kokainę wartą ponad milion złotych. W sprawę uwikłane są jego żona Iwona P. (48 l.) oraz córka Patrycja P. (23 l.). Prokuratorzy twierdzą, że oskarżony w latach 2009-2016 sprzedawał kokainę ponad 200 osobom. Klientami byli, aktorzy, politycy, biznesmeni, tancerze, lekarze, prawnicy a nawet policjanci! Cezaremu P. grozi za to 15 lat więzienia. Diler jest twardy i nie chce sypać ani współpracować w jakikolwiek sposób z policją, nie chce też zdradzić swoich klientów.

 

„Super Expressowi” udało się dotrzeć do słynnej listy 237 osób, którym mężczyzna dostarczał towar. Prokuratura Okręgowa w Warszawie na podstawie billingu i nagranych rozmów telefonicznych ustaliła, że klientami dilera byli między innymi Piotr Gąsowski i jego życiowa partnerka Anna Głogowska.

 

„Super Express” twierdzi, że w dniach 30 grudnia 2015 r.i 13 stycznia 2016 r. aktor zamawiał towar u Cezarego P., co najmniej 1 g silnego narkotyku za 300 zł.

 

Prokuratura Okręgowa w Warszawie uważa, że Cezary P. zaopatrzył Głogowską w towar w ilości nie mniejszej niż 17 g za co najmniej 5250 zł.

 

„Super Express” zapytał gwiazdy o sprawęnarkotyków. – Proszę mi dać spokój, to jakaś paranoja – powiedział Piotr Gąsowski, po czym odłożył słuchawkę. Anna Głogowska nie odebrała telefonu ani nie odpisała wiadomość gazety.

 




Szwecja wkrótce będzie KALIFATEM! Prokurator Generalna Szwecji przyznaje, że…

Szwecja wkrótce będzie KALIFATEM! Prokurator Generalna Szwecji przyznaje, że…

Lise Tamm, szwedzka Prokurator Generalna, publicznie przyznała, że położona w północno-zachodniej części Sztokholmu dzielnica Rinkeby, w której mieszka duża liczba muzułmańskich imigrantów, przypomina „strefę wojny”. Tamm ma stanąć na czele nowej jednostki stworzonej do walki z przestępczością zorganizowaną. Ujawniła, że jej ludzie będą szukali wzorców w państwach dotkniętych wojną! Ale zaraz zaraz, przecież islam to religia pokoju? A Szwecja ponoć nie ma żadnych stref no-go w miastach, jak twierdziła szwedzka ambasada odpyskowując kiedyś na Twitterze Jarosławowi Kaczyńskiemu…


 

Nowe szwedzkie jednostki antyterrorystyczne mają wzorować się na oświadczeniach służb bezpieczeństwa z Kolumbii, gdzie do 2016 rozgrywała się krwawa wojna domowa pomiędzy rządem i lewicowymi rebeliantami (FAARC). Szwedzka policja ma nadzieję, że w ten sposób uda się w końcu zatrzymać falę aktów gwałtów i przemocy wobec których szwedzka policja jest bezradna.

 

– Rinkeby przypomina dziś strefę wojny. Kiedy policja tam pracuje musi działać tak, jak zrobiłyby to siły zbrojne – opowiadała Lise Tamm w szwedzkim Radiu. Prokurator stwierdziła, że niektóre dzielnice Sztokholmu przypominają „strefy no-go” w państwach Ameryki Środkowej, które w przeszłości musiały sobie radzić z ogromnymi falami przemocy związanej z działaniem gangów i mafii.

 

– Zadałam sobie pytanie – mówiła Tamm. – Jak oni to zrobili w Kolumbii, po zakończeniu konfliktu z partyzantami z FARC? Jak oni to zrobili w Salwadorze po zakończeniu wojny? Jak postępowali w innych częściach świata, gdzie podobne problemy zdarzały się przez wiele lat? Czy istnieje jakieś rozwiązanie, które pozwala na walkę z tego typu przestępczością? Tu trzeba myśleć nieszablonowo – dodała.

 

Politycy z Umiarkowanej Partii Koalicyjnej (partia liberalno-konserwatywna) nalegali aby w najgorętsze miejsca do ochrony policjantów wysyłać wojsko. Sprowokowało to debatę nt. bezpieczeństwa w Szwecji, oraz sprawiło, że szwedzka policja oficjalnie przyznała, że ma problemy z opanowaniem przestępczości w kilku miastach, w których pojawiły się tzw. „strefy no go”. Dotyczy to nie tylko Rinkeby, ale także pobliskich dzielnic Sztokholmu, m. in. Husby i Tensta, które często są określane jako „najniebezpieczniejsze miejsca w Szwecji”. Podobna sytuacja jest w niektórych dzielnicach Malmö. W sumie policja wyznaczyła 28 takich stref na terenie całego kraju. Jeszcze trochę i Szwecja zamieni się w jeden wielki kalifat, jedną wielką strefę NO-GO!

Źródło: stefczyk.info