Zaginiony w czasie wojny obraz Roberta Śliwińskiego powrócił do Polski

Zaginiony w czasie wojny obraz Roberta Śliwińskiego powrócił do Polski

Utracony w czasie II wojny światowej obraz Roberta Śliwińskiego „Ulica wraz z ruiną zamku” został odzyskany dzięki współpracy MKiDN i FBI. 29 listopada 2017 r. w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego odbyło się uroczyste przekazanie dzieła Muzeum Narodowemu we Wrocławiu z udziałem wicepremiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotra Glińskiego oraz ambasadora USA w Polsce Paula W. Jonesa.


Odzyskane dzieło jest przykładem XIX-wiecznego malarstwa śląskiego i ukazuje wiejską uliczkę oraz górujące nad okolicą ruiny zamku. Autorem obrazu jest Robert Śliwiński (1840 – 1902). W 1870 r., po studiach w Akademiach Sztuk Pięknych we Wrocławiu i Frankfurcie, przeniósł się na stałe do Wrocławia, gdzie miedzy innymi prowadził własną szkołę malarstwa dla kobiet. Malował przede wszystkim pejzaże z okolic Frankfurtu, wybrzeży Bałtyku oraz z okolic Wrocławia, Karkonoszy czy Kotliny Jeleniogórskiej. Zajmował się także malarstwem rodzajowym, portretem i litografią.

Losy dzieła

Obraz został zakupiony do zbiorów Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu w kwietniu 1939 roku od rodziny Fischer-Dieskau z Berlina. Dzieło było wystawiane dwukrotnie. Jeszcze na początku 1939 roku obraz jako wypożyczony eksponat prezentowany był na organizowanej przez Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu wystawie poświęconej śląskim pejzażom. W 1941 roku zaś obraz zdobił wystawę malarstwa w Bytomiu.

Dzieło Roberta Śliwińskiego pozostawało w zbiorach Muzeum do lipca 1942 r., kiedy to zostało ewakuowane przez niemiecką administrację z Wrocławia do składnicy dóbr kultury w Kamieńcu Ząbkowickim na Dolnym Śląsku. W Archiwum Muzeum Narodowego we Wrocławiu zachował się spis ewakuacyjny, w którym wymieniono także obraz Śliwińskiego. Dalsze losy obiektu pozostawały nieznane.

Obiekt uznany za zaginiony

Na mocy przepisów prawa międzynarodowego, po tym jak Wrocław po zakończeniu II wojny światowej znalazł się w granicach Polski, strona polska stała się sukcesorem spuścizny materialnej miasta, a co za tym idzie, również utraconych zbiorów artystycznych.

Obiekt po wojnie został uznany za zaginiony, a dzieło zostało zarejestrowane w bazie strat wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako strata Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Karta obrazu została także udostępniona na stronie internetowej ministerstwa poświęconej stratom wojennym www.dzielautracone.gov.pl.

Dzieło odnalezione i odzyskane

Dzieło zostało odnalezione w lutym 2017 r., kiedy to MKiDN zostało poinformowane, że wystawił je na internetowej aukcji antykwariat z Pensylwanii w USA. Po potwierdzeniu tożsamości obiektu, o sprawie zostało poinformowane FBI, które w krótkim czasie zabezpieczyło obraz.

Nadal zaginiony pozostaje drugi obraz Roberta Śliwińskiego „Wiejski strumyk”, zakupiony do kolekcji Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu razem z „Ulicą wraz z ruiną zamku”.

 

Źródło: MKiDN




GENIALNE! Sztuczna inteligencja rozpozna bakterie po ich wyglądzie!

GENIALNE! Sztuczna inteligencja rozpozna bakterie po ich wyglądzie!

Zdjęcie z mikroskopu optycznego wystarczy, aby rozpoznać gatunek bakterii. I to bardzo szybko – w ciągu kilku sekund – uważają naukowcy z Krakowa. Do rozróżniania bakterii zaprzęgli algorytmy sztucznej inteligencji.


Pacjentka przychodzi do ginekologa z objawami zakażenia dróg rodnych. Lekarz pobiera wymaz – i zamiast odsyłać go do laboratorium, gdzie analiza potrwa nawet kilka dni – robi zdjęcia próbki pod mikroskopem optycznym, po czym wprowadza je do programu. W ciągu kilku sekund dostaje wynik z identyfikacji i wie, z jakimi mikroorganizmami ma do czynienia. W trakcie tej samej wizyty może zaproponować leczenie.

Tak mogłaby wyglądać diagnostyka mikrobiologiczna, gdyby udało się zrealizować pomysły badaczy z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Politechniki Krakowskiej. Naukowcy chcą, aby bakterie rozpoznawane były po wyglądzie dzięki algorytmom głębokiego uczenia (deep learning). Badania ukazały się we wrześniu w czasopiśmie PLOS ONE.

DŁUGA DROGA DO DIAGNOZY

Dzisiaj proces jest znacznie dłuższy. Współautorka badania, dr hab. Monika Brzychczy-Włoch z Katedry Mikrobiologii Collegium Medicum UJ opowiada, że pobraną od pacjenta próbkę – np. wymaz ze zmiany skórnej – poddaje się hodowli (namnaża się mikroorganizmy). Potem izoluje się szczepy patogenne (chorobotwórcze). Z nich z kolei wykonuje się preparat barwiony metodą Grama, który diagnosta laboratoryjny ocenia za pomocą mikroskopu optycznego. Jest to dopiero pierwszy krok w identyfikacji gatunkowej izolowanych bakterii.

Obecnie ocena preparatu przez diagnostę trwa około kilkunastu minut, a uzyskane w ten sposób informacje są bardzo ograniczone. Określane są tylko dwie cechy: kształt mikroorganizmu (np. forma kulista lub cylindryczna), a także typ barwienia – czy to bakteria Gram-dodatnia czy Gram-ujemna (są inaczej wybarwione). „Na tym kończymy ocenę preparatu. Nie jesteśmy w stanie określić gatunku ani nawet rodzaju wyizolowanych bakterii” – opowiada Monika Brzychczy-Włoch.

Tymczasem algorytm komputerowy z mikroskopowego zdjęcia bakterii może wyciągnąć znacznie więcej informacji, niż człowiek oglądający ten sam obraz. Trzeba jednak „nauczyć” komputer rozróżniania bakterii.

SIEĆ, KTÓRA UCZY SIĘ NA WŁASNYCH BŁĘDACH

„Wykorzystujemy najnowsze mechanizmy analizy obrazu – głębokie sieci konwolucyjne. Takie sieci wymagają bardzo wielu obrazów, żeby mogły nauczyć się rozwiązywać zadany problem” – mówi dr Bartosz Zieliński z Wydziału Matematyki i Informatyki UJ. Podaje przykład, że taka sieć potrzebowałaby około miliona obrazów, by precyzyjnie rozróżniać gatunki bakterii. „A my mieliśmy tylko 660 zdjęć – po 20 dla każdego z 33 analizowanych gatunków” – opowiada dr Krzysztof Misztal z WMI UJ.

Naukowcy wykonali jednak sprytny ruch. W swoich badaniach zastosowali sieć już wstępnie przyuczoną do rozpoznawania obrazów. Była to sieć wytrenowana wcześniej zdjęciami obiektów – takich jak kwiaty czy samochody. „Sieć umiała już więc ekstrahować pewne cechy niezbędne do klasyfikacji zdjęć. Mając taką sieć, douczyliśmy ją rozpoznawania zdjęć nowego typu – bakterii. To na razie jedyne możliwe podejście z uwagi na to, że uzyskanie miliona zdjęć bakterii o potwierdzonej identyfikacji jest aktualnie poza naszym zasięgiem” – mówi dr Zieliński.

Zadziałało. Algorytm rozróżnia gatunki bakterii nawet bardzo podobne do siebie – takie, których nie jest w stanie rozróżnić człowiek na podstawie obrazu mikroskopowego.

PROSIMY O DOKARMIANIE ALGORYTMU!

Na razie sieć umie rozpoznawać 33 gatunki, w tym bakterii tlenowych i beztlenowych, a także pojedyncze gatunki grzybów drożdżopodobnych. To jednak dopiero wstęp do dalszych badań. „Wszystko zależy od baz danych, na których pracujemy. Jeśli zbiór będzie duży, sieć będzie myliła się bardzo rzadko, nawet przy zwiększonej liczbie analizowanych gatunków ” – mówi dr Krzysztof Misztal.

Na razie algorytm jest w stanie określić, z jakim gatunkiem ma do czynienia, gdy analizuje obraz zawierający tylko jeden typ mikroorganizmu. Etapy namnażania i izolowania są więc nadal konieczne. Kolejnym krokiem będzie jednak nauczenie algorytmu rozpoznawania bakterii znacznie szybciej – bezpośrednio w materiale pobranym od pacjenta. Zdaniem naukowców z UJ jest to wykonalne. Wymaga jednak rozbudowania bazy danych i dalszych prac nad zaproponowanym rozwiązaniem.

Dr Bartosz Zieliński dodaje: „Na razie nie ma takiej globalnej bazy zdjęć różnych gatunków bakterii. Naszym marzeniem byłoby stworzenie systemu internetowego, dzięki któremu zespoły z całego świata mogłyby łatwo wysyłać nam zdjęcia drobnoustrojów. A my byśmy je klasyfikowali. Potem tymi zdjęciami douczalibyśmy naszą sieć” – opowiada dr Zieliński. Badacze z UJ chcą zawalczyć o grant badawczy, dzięki któremu zbiorą dużą liczbę zdjęć i usprawnią zaproponowany algorytm.

Autor: Ludwika Tomala

PAP – Nauka w Polsce




„Efekt Franciszka” w Birmie: Papieska wizyta przynosi owoce!

„Efekt Franciszka” w Birmie: Papieska wizyta przynosi owoce!

Papieska podróż do Birmy przynosi pierwsze owoce. Rząd tego kraju zapowiedział na ostatni tydzień stycznia nadchodzącego roku trzecią sesję konferencji pokojowej Panglong z udziałem mniejszości etnicznych. Inicjatywa, uzgodniona i ogłoszona w związku z wizytą Papieża, będzie kontynuacją negocjacji z grupami zbrojnymi, z którymi armia birmańska walczy od ponad 60 lat. W sam dzień przybycia do Birmy Franciszek spotkał się w rezydencji arcybiskupa Rangunu z szefem armii, gen. Min Aung Hlaingiem. Zapewniał on Ojca Świętego, że „w kraju tym nie ma dyskryminacji religijnych ani etnicznych”.


 

Rząd Birmy podpisał porozumienie o zawieszeniu broni z ośmioma organizacjami zbrojnymi reprezentującymi grupy etniczne. Przyczyniła się do tego również stojąca na czele rządu Aung San Suu Kyi, promotorka konferencji pokojowej z ich udziałem. Tematy, które zostaną omówione podczas styczniowego spotkania, obejmują pewne aspekty i kroki na drodze do narodowego dialogu politycznego z grupami etnicznymi. W ostatnich tygodniach Organizacja Narodów Zjednoczonych oskarżyła armię o „czystki etniczne” w kampanii przeciwko ludowi Rohingya. Celem konferencji będzie znalezienie porozumienia ramowego dla wszystkich mniejszościowych grup zbrojnych i wprowadzenie trwałego pokoju.

 

Wiadomość o konferencji przyjęto z zadowoleniem w birmańskim społeczeństwie i we wspólnotach katolickich. Międzynarodowa Organizacja Chrześcijańska Solidarność na Całym Świecie stwierdziła w liście do agencji Fides: „Prosimy rząd Birmy o zezwolenie międzynarodowym organizacjom humanitarnym na dostęp do stanu Arakan i o położenie kresu poważnemu naruszaniu praw człowieka w stanach Kaczin i Szan, zdecydowanie przeciwstawiając się kampanii nacjonalizmu religijnego, nietolerancji i nienawiści, jaką odnotowuje się w całym kraju”.

 

Radio Watykańskie




Mąż BIŁ żonę bez litości! Jeden lajk na facebooku – jeden CIOS!

Mąż BIŁ żonę bez litości! Jeden lajk na facebooku – jeden CIOS!

Tej kobiecie lajki na Facebooku zafundowały nieopisany koszmar, który zapamięta do końca życia. Zazdrosny mąż bił swoją 21-letnią żonę za każdego „lajka”, jaki otrzymała pod umieszczonym na swoim profilu zdjęciem lub wpisem. 


 

32-letni Pedro Heriberto Galeano był tak chorobliwie zazdrosny o swoją 21-letnią żonę, Adolfinę Camelli Ortigozę, że gdy odkrył, że kobieta otrzymuje na swoim profilu na Facebooku „lajki” pod zamieszczonymi zdjęciami i wpisami, wpadł w szał. Mężczyzna postanowił ukarać swoją małżonkę. Uderzał Ortigozę za każdego otrzymanego „lajka”.

 

Dodatkowo Urugwajczyk uwięził żonę w domu i sam zajął się prowadzeniem jej konta na Facebooku. Psychopata zaczął publikować kolejne zdjęcia oraz wpisy na „tablicy” żony i bił ją również za „lajki” pod postami, na których treść nie miała ona żadnego wpływu.

 

Na policję doniósł jego ojciec, po tym, jak syn pobił swoją żonę prawie do nieprzytomności. Stan, w jakim zastano 21-latkę, zszokował jednak nawet najbardziej doświadczonych lekarzy – twarz Adolfiny Camelli Ortigozy była całkowicie zdeformowana – kobieta ledwo otwierała spuchnięte od bicia oczy, a skóra na skutek uderzeń sama odpadała.

 

– Jej usta były zmasakrowane, ona cała była kompletnie skatowana, skóra jej odpadała na skutek uderzeń – tak stan Adolfiny opisał jej adwokat, Arnaldo Martinez. – On kontrolował konto na portalu społecznościowym ofiary, kontrolował wiadomości i zdjęcia, a za każdy „lajk”, jaki otrzymała od swoich znajomych, kobieta była bita, ponieważ on oskarżał ją o romansowanie z nimi – dodał.

Pedro Heriberto Galeano

Pedro Heriberto Galeano odpowie teraz za próbę zabójstwa oraz za pozbawienie kobiety wolności. Grozi mu do 30 lat więzienia. I oby ten chory psychol tyle dostał.

 

źródło: polishexpress.co.uk