NIESAMOWITA Modlitwa! Przywraca nawet wzrok niewidomym! POMÓDL SIĘ!

NIESAMOWITA Modlitwa! Przywraca nawet wzrok niewidomym! POMÓDL SIĘ!

Odmawiaj tę modlitwę z wiarą, bez względu na to jak się czujesz. Kiedy dojdziesz do takiego stanu, że będziesz szczerze pojmował każde słowo całym swoim sercem, doznasz duchowej łaski. Doświadczysz obecności Jezusa i On odmieni całe twoje życie w bardzo szczególny sposób. Przekonasz się.


 

Modlitwa została ułożona przez ks. Peter’a Rookey, który modlił się tą modlitwą i został uzdrowiony ze ślepoty. Pomódl się i Ty, i poproś o uzdrowienie Pana Jezusa.

 

Panie Jezu, staję przed Tobą taki jaki jestem.

Przepraszam za moje grzechy, żałuję za nie,

proszą przebacz mi.

W Twoje Imię przebaczam wszystkim

cokolwiek uczynili przeciwko mnie.

Wyrzekam się szatana, złych duchów i ich dzieł.

Oddaję się Tobie Panie Jezu całkowicie teraz i na wieki.

Zapraszam Cię do mojego życia, przyjmuję Cię

jako mojego Pana, Boga i Odkupiciela.

Uzdrów mnie, odmień mnie, wzmocnij

na ciele, duszy i umyśle.

Przybądź Panie Jezu,

osłoń mnie Najdroższą Krwią Twoją

i napełnij Swoim Duchem Świętym.

Kocham Ciebie Panie Jezu. Dzięki Ci składam.

Pragnę podążać za Tobą każdego dnia w moim życiu.
Amen.

Maryjo Matko moja, Królowo Pokoju,
Święty Peregrynie Patronie chorych na raka,
Wszyscy Aniołowie i Święci, proszę przyjdźcie mi ku pomocy

 

Jeśli uważasz, że ta modlitwa Ci pomogła propaguj ją wśród wierzących i niewierzących!




Największymi drapieżnikami w przyrodzie są… będziecie zdziwieni!

Największymi drapieżnikami w przyrodzie są… będziecie zdziwieni!

Obecność człowieka wywołuje u zwierząt stres silniejszy, niż ten związany z ryzykiem spotkania drapieżnika. Potwierdzają to badania prowadzone w sześciu kompleksach leśnych w Polsce. Wyniki analiz opublikowano w prestiżowym piśmie „Behavioral Ecology”.


Autorami badania są naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, Polskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków w Białymstoku oraz niemieckiego Leibniz Institute for Zoo and Wildlife Research w Berlinie. Zastanawiali się oni, czy reakcja zwierząt kopytnych – saren i jeleni – na obecność człowieka oraz ryzyko spotkania z drapieżnikiem jest podobna, czy może znacznie się różni.

Badania przeprowadzono na terenie Polski, w sześciu różnych kompleksach leśnych, m.in. terenie Puszczy Białowieskiej i Augustowskiej, gdzie oprócz badanych ssaków kopytnych występują też jednocześnie wilki i rysie. Dwa inne obszary – Bory Dolnośląskie i Puszcza Notecka – zostały niedawno skolonizowane przez wilki. Natomiast w lasach stobrawskich i lublinieckich dużych drapieżników nie obserwowano od dobrych kilku dekad.

Aby ocenić, czy zwierzęta z tych sześciu populacji są narażone na stres, naukowcy badali ich odchody. Dlaczego? Nie dość, że są one dość łatwo dostępne, to jeszcze w laboratorium można z nich wyczytać naprawdę wiele informacji. Analizy licznych próbek odchodów zebranych na większym terenie dają dość wyraźny obraz stanu całej żyjącej tam populacji.

Wyniki takich analiz sygnalizują np., czy zwierzę znajdowało się pod wpływem stresu. Nie chodzi oczywiście o stres w najbardziej powszechnym rozumieniu – taki, który kojarzy się nam ze zdawaniem trudnych egzaminów czy dopięciem projektów na czas. Naukowcy nazywają tak raczej fizjologiczną reakcją organizmu na niekorzystne warunki, np. głód, zmęczenie czy zagrożenie. Ma ona związek z dość prostym mechanizmem – w sytuacji stresowej nadnercza zwierząt (albo człowieka) ruszają z produkcją hormonów zwanych kortykoidami. W odchodach zwierząt można znaleźć produkty przemiany metabolicznej tych hormonów, określanych w skrócie FGM.

Badania próbek kału od wszystkich sześciu populacji potwierdziły, że poszczególne grupy zwierząt narażone są na różny poziom stresu. Jednocześnie okazało się, że spośród wszystkich analizowanych czynników (drapieżniki, środowisko, zagęszczenie populacji, człowiek), które mogą mieć związek ze stresem, największy wpływ ma szeroko rozumiana obecność człowieka: pozyskanie łowieckie kopytnych, sąsiedztwo terenów zabudowanych, czy gęstej sieci dróg.

Można sobie zadać pytanie, czy wysoki poziom metabolitów kortyzolu przekłada się bezpośrednio na funkcjonowanie organizmu, np. na jego przeżywalność, kondycję albo zdolności reprodukcyjne?

„To nie do końca oczywiste – mówi w rozmowie z PAP główny autor publikacji, prof. Krzysztof Schmidt z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk. – Są badania, które dowodzą, że wysoki poziom kortykoidów wpływa pozytywnie na różne cechy rozrodu. Jednak niektóre badania, np. na zającach amerykańskich, pokazują wyraźnie, że stresowane obecnością drapieżnika samice zajęcy miały mniej młodych, a potomstwo miało niższą masę ciała”.

Analiza danych wykazała, że sarny czy jelenie z populacji, która na co dzień narażona jest na spotkanie drapieżnika, mają stosunkowo niższe stężenia metabolitów świadczących o stresie. Poziom tych związków w odchodach zwierząt był też mniej zróżnicowany.

Stężenie metabolitów glikokortykoidów u saren i jeleni było natomiast największe na terenach bez drapieżników. Tam też największe były skoki tych stężeń. Wysokie stężenie FGM obecne było w kale saren i jeleni z okolic, gdzie stosunkowo więcej jest dróg i zabudowań – i gdzie wykazano najwyższe wskaźniki działalności myśliwych.

Biolog tłumaczy, że podwyższony poziom stresu utrzymuje się po zadziałaniu jakiegoś czynnika jedynie przez kilka-kilkanaście godzin. „Dlatego +skoki+ stężenia FGM pokazują raczej zmienność w populacji. W pewnym sensie jest to częstość, z jaką osobniki w populacji podlegają stresowi na danym obszarze. Jeśli mamy dużą zmienność, a jednocześnie średni poziom kortykoidów jest wysoki – to znaczy, że w populacji duża część osobników styka się ze stresującymi sytuacjami. I to świadczy o tym, że na danym terenie jest po prostu dużo czynników stresogennych” – tłumaczy.

Autorzy pracy zwracają uwagę, że zwierzęta narażone na wysokie i stałe ryzyko spotkania z drapieżnikiem mogą odczuwać chroniczny stres. Może się on pojawiać, kiedy ofiara nie potrafi dokładnie przewidzieć, gdzie znajdują się drapieżniki, i wówczas, kiedy zagrożenie jest podwyższone, stałe, albo – gdy często nawraca.

To zaś może oznaczać, że długotrwałe współistnienie ofiar i ich drapieżników mogło doprowadzić do ewolucji zachowania i fizjologii, stanowiących o przystosowaniu do ryzyka drapieżnictwa. „Populacja jeleni ma kwestię dostosowania się do naturalnego czynnika ryzyka, jakim jest drapieżnictwo, już +za sobą+, gdyż trwało to już od setek, czy tysięcy lat” – potwierdza prof. Schmidt.

Problem w tym, że czynniki związane z działalnością człowieka są dla zwierząt stosunkowo nowe i dość zróżnicowane. „Są ich różne rodzaje – polowania, samochody, grzybiarze etc., a także ich różna intensywność oraz rozmieszczenie w czasie i przestrzeni. To zaś może oznaczać, że zwierzęta prawdopodobnie +nie zdążyły+ się jeszcze do tego przystosować” – mówi profesor.

Zdaniem autorów pracy obecnie jesteśmy świadkami takiego dostosowywania się. „W tym momencie zachodzi właśnie selekcja zachowań, które w przyszłości pozwolą zwierzętom na unikanie tych nowych sytuacji związanych z ryzykiem antropogenicznym” – piszą.

„Wydaje się, że w populacjach jeleni, które stale żyją obok drapieżników, zwierzęta po prostu wiedzą, jak unikać ryzykownych sytuacji, gdyż posiadają precyzyjną wiedzę, w jaki sposób rozpoznawać i reagować na zagrożenie. Potrafią rozpoznawać nie tylko obecność drapieżnika – po zapachu, ale również rodzaj zagrożenia – czy jest to zagrożenie bezpośrednie, czy też potencjalne: chodzi o to, że potrafią odróżnić zapach wilka od rysia, które polują w różny sposób: ryś z zasadzki, a wilk goniąc swoje ofiary. Potrafią też rozpoznawać ryzykowne miejsca. To pozwala im na obniżenie i stabilizację poziomu stresu w populacji. Tej wiedzy brakuje im w przypadku środowiska zdominowanego przez człowieka. Ale się uczą” – mówi naukowiec z IBS PAN.

Komentując wyniki badania, profesor zwraca uwagę na przystosowawczą rolę stresu. „Może on pomagać zwierzętom w dostosowaniu się do sytuacji: utrwaleniu cech, które pozwalają przeżyć. Czyli – mówiąc obrazowo – reakcja stresowa wywołana kontaktem z drapieżnikiem pozwoli ofierze odpowiednio zareagować, a tym samym uniknąć śmierci. To w konsekwencji prowadzi do utrwalenia takiej cechy w populacji. A więc bez stresu zwierzęta nie mogłyby się dostosować do środowiska” – dodaje. (PAP)

PAP – Nauka w Polsce

autor: Anna Ślązak




Coache to skończeni IDIOCI! Umrzecie ze śmiechu jak to przeczytacie!

Coache to skończeni IDIOCI! Umrzecie ze śmiechu jak to przeczytacie!

Rozpoznać coacha życia nie jest trudno. Wygląda jak wielki przedsiębiorca, w krawacie z bazaru za kilka złotych i garniturze kupionym na studniówkę. No dobra pierdolę głupoty ale jakoś zacząć trzeba. Chciałem w takim stylu jak coache życia, którzy wyrastają jak grzyby po deszczu i nikt nie wie po co, tak naprawdę oni są. 


Kilka miesięcy temu jadę pociągiem, słucham jak jakaś kulturalna młoda dama, rozmawia przez swojego Iphone’a i używa bardzo wyszukanych i wysublimowanych słów. Dodatkowo mówi takim tonem, jak ci wszyscy kasjerzy w sieciówkach, którzy powtarzają te regułki o paście do butów i o przecenionych skarpetach, które akurat znalazły się przy samej kasie. Pech chce, że rozmówca pyta ją o imię i nazwisko, a ona podaje swoje dane. No i odpalam Facebooka w celu przeprowadzenia rozpoznania.

Zawód: Coach Rozwoju Osobistego (Life Coaching)

Ale się nie zdziwiłem, jak to zobaczyłem. Zawsze przez przypadek odczytuję to jako:

Zawód: Wciskam ludziom puste slogany i biorę za to hajs

Panna obnosi się ze swoim jestestwem jak Król Maciuś Pierwszy, po czym z upierdliwym uśmieszkiem kończy rozmowę – „Tak panie Marcinie, Tak, Tak, oczywiście, będziemy w kontakcie”.

IM SZTUCZNIEJ, TYM LEPIEJ

Właśnie to najbardziej mnie denerwuje w tych wszystkich trenerach. Są sztuczni jak lalki barbie. Zawsze zastanawiałem się jak, może to kogokolwiek przekonywać. Prędzej uwierzyłbym, że pani w chuście przy drodze naładuje samych dorodnych i pysznych truskawek, niż uwierzyłbym, że dam komuś dwa tysiące, on wejdzie na scenę, powie „Hip Hip! HURA!” i moje życie nagle stanie się rekonstrukcją Edenu.

A tak to według tych wszystkich oświeconych ludzi powinno mniej więcej wyglądać. Wiecie ilu osobom z obecnych na sali takiej prelekcji, faktycznie poprawia się sytuacja w portfelu? Jednej. Tej, która stoi na scenie i opowiada dyrdymały. Reszta to konsumenci, którzy utopili ciężko zarobione pieniądze, żeby ktoś im po prostu z miłością poopowiadał, jak to wiele mogą osiągnąć. Zapamiętajcie, zarabia producent, konsument lokuje pieniądze – a czy robi to dobrze, to już zależy od wielu czynników. W przypadku coachów robi głupotę.

 

Paradoks pojawia się już w samej otoczce tego przedstawienia. Zwykle pieniędzy i profitów nie zgarniają ci, którzy stoją pod sceną i klaszczą, ale ci, którzy stoją na scenie. Jak idziesz na koncert Imagine Dragons, to nie ty zarabiasz tylko oni (co oczywiście nie znaczy, że wywaliłeś kasę w błoto). Coach wmówi ci, że idziesz na jego koncert, żeby też zacząć zarabiać i zmieniać swoje życie na lepsze. Czy dostrzegasz absurd tej sytuacji?

Jeśli ktoś inwestuje w szkolenia, to nie inwestuje w siebie, tylko w tych trenerów. W siebie inwestujesz, jak zakładasz firmę, jak idziesz biegać, albo jak kupujesz książkę i ją czytasz. Trzeba mieć mocno nierówno pod sufitem, skoro myśli się, że wszyscy ze stu osób obecnych na sali, którzy wydali gruby hajs na jakieś młemłanie o pierdołach, po wyjściu zaczną zmieniać swoje życie, ruchać na potęgę i zarabiać tyle, że spokojem starczy na złote Maserati Gran Turismo. Parafrazując Rachel z Przyjaciół: HELLOŁ! Pobudka! Ktoś tu próbuje robić cię w chuja.

SZKOLENIA PUA

Podobnie wygląda sytuacja nie tylko na płaszczyźnie szkoleń rozwoju, ale także szkoleń z uwodzenia. To zagadnienie pozostaje dla mnie abstrakcją nie z tej planety, bo lepiej wziąć kumpla i iść z nim do klubu, wydając sześć złotych na piwo. Niż iść do guru, wydać dwa tysiące, żeby… iść z nim na piwo do klubu. Jak trafisz na PUASA z prawdziwego zdarzenia, to może odpali ci z tych dwóch tysi dwie stówy na dziwkę, która będzie udawała, że ją poderwałeś. Wtedy bankowo jak wrócisz do codzienności i uznasz, że samemu idzie ci gorzej, znowu polecisz do trenejro, żeby ci „pomógł”.

KRÓL COACHINGU – ŁUKASZ JAKÓBIAK

Prym wśród coachów w Polsce wiedzie nijaki Łukasz Jakóbiak. Facet, który zasłynął z  tego, że… zrobił sobie niewyraźne selfie z Lady Gagą i ludzie uwierzyli mu, że faktycznie można wszystko. Tak jak gdyby selfie z Lady Gagą było osiągnięciem życia. Ciężko stwierdzić dlaczego, tak antypatyczna osoba, zdobyła takie zasięg i omamiła tylu ludzi. Prawdopodobnie działa to na zasadzie psychologii tłumu.

Jakiś czas temu wspomniany kołcz dwoił się i troił byle tylko dostać się do kultowego programu Ellen DeGeneres. Stworzył nawet prowizoryczne studio i zatrudnił sobowtóra, żeby „zwizualizować” sobie sukces. Kto chodzi na szkolenia do tak niepoczytalnych osób? 

 

Facet ma totalną obsesję na punkcie sławy. Stalkuje celebrytów, zbiera autografy i niemal upodla siebie samego dla grama ich atencji. Niebezpieczne jest to, że osoba pokroju Jakóbiaka uzyskuje taki rozgłos. Podobne zachowania powinno się piętnować, a nie nakręcać karuzelę. Podejrzewam, że sam Łukasz tak bardzo wkręcił się w to wszystko, że nawet nie potrafi przyjąć do świadomości tego, jak jest naprawdę. Zresztą takie słowa jak:

Wszystkie artykuły, poza Polską, pozytywne. Ilość zamówionych wykładów motywacyjnych od czasu akcji to blisko 40. Wzrost odporności znacząca. W Polsce litość dostajemy za darmo – na zazdrość trzeba sobie zasłużyć

Mówią same za siebie. Ten gość nie przyjmuje do siebie faktów i cały czas brnie dalej w świat, który stworzył sobie w głowie. Tak się dzieje, gdy ktoś nie mając nic do zaoferowania światu, mimo to, chce zostać legendą i inspiracją dla milionów innych ludzi. Szkoda, że akurat w tym przypadku został pośmiewiskiem i naznaczył w negatywny sposób kolegów z branży.

Te wszystkie łzawe teksty na temat wizualizacji można włożyć między bajki Braci Grimm. Jasne, że to, co o sobie myślisz, jest bardzo ważne. Jasne, że wizualizując sobie np. walkę MMA, można lepiej wczuć się w rolę i zwiększyć pewność siebie na prawdziwym ringu. To oczywiste, nikt nie musi na ten temat robić kilkugodzinnych wykładów. Jednak chyba nikt nie uwierzy, że wystarczy wydrukować sobie kilka milionów papierowych dolarów, żeby za kilka dni zostać milionerem? 

LEPIEJ INWESTOWAĆ W SIEBIE, NIŻ W PRZEDSTAWIENIA COACHÓW

Znam ludzi, którzy wieczne latają po szkoleniach. Rzucają mi w twarz cytatami motywacyjnymi, ciągle opowiadają mi o swoich planach i marzeniach, które kiedyś zrealizują. Zawsze są bardzo zdziwieni, kiedy odpowiadam, że mam wyjebane na te wszystkie szkolenia, spotkania blogerów, YouTuberów i innych stopów czasu i pieniędzy. Niektórym tak przegrzały się przewody w głowie, że 99% czasu poświęcają na prelekcje, szkolenia i wieszanie cytatów motywacyjnych na ścianach, a 1% czasu na faktyczną realizację swoich celów i marzeń. Nie muszę mówić, że ktoś tu jest słaby z matematyki, bo osiągnięcie czegoś więcej niż praca na kasie w Biedronce przy takim rozłożeniu priorytetów, praktycznie nie wchodzi w grę.

Kolejny jednak raz sprawdza się prosta zasada – na baranach zarabia się najwięcej. Trochę tych Januszów i Grażyn w społeczeństwie mamy, więc potem taki coach żyje w dostatku, powtarzając w kółko, że jesteś zwycięzcą i to Lamborghini już czeka na ciebie w garażu. 

 

Albo taki The Secret. Przyznam, że twórca znalazł sobie niszę dla frajerów i do dna ją przetrzepał. Jedyną osobą, która zrobiła pieniądze na tym biznesie była Rhonda Byrne, a ludzie, którzy ją kupili, zostali po prostu nabici w butelkę. Chociaż pewnie nie jeden po przeczytaniu tej książki pomyślał sobie potem: „Oh, zjadłbym pizzę”. Potem po nią zadzwonił i gdy przyjechała, stwierdził: „O kurwa! To działa! Wizualizacja LEVEL UP!”

Najlepsze, że moja przygoda z The Secret rozpoczęła się jeszcze w szkole, gdzie pewna bardzo mądra nauczycielka postanowiła wpuścić do młodych umysłów bardzo dużo „wartościowej wiedzy” w myśl zasady – głupim narodem, łatwiej się rządzi. Spełniła swe zadanie z nawiązką.

Ktoś mi kiedyś napisał, że nie zostanę bogatym coachem, bo najgorsze co można zrobić, to napisać prawdę. Wolałbym, żeby ktoś spuścił na mnie ważący tonę ciężarek, niż żebym skończył jako coach wchodzący na mównicę i informujący: „Witajcie ludzie! Dziś przybyłem tutaj, żeby zmienić wasze życie!”. Jeśli myślicie, że ktoś zmieni za was waszą wędrówkę po tym łez padole, to jesteście w dużym błędzie, albowiem tylko wy możecie ją zmienić. 

Na koniec mam dla was podsumowanie tematu w formie wideo. Ostrzegam, że oglądnięcie może wypierdolić wasze żenadometry w kosmos jeszcze wyżej, niż to miało miejsce przy filmiku Jakóbiaka. Chociaż… nie jednak Jakóbiaka nie da się przebić. 

 

 

Autor: David Durden

Źrodło: david-durden.pl




Butelka z Colą EKSPLODOWAŁA mu przed twarzą! Widzowie zaniemówili… [Video]

Butelka z Colą EKSPLODOWAŁA mu przed twarzą! Widzowie zaniemówili… [Video]

Australijski dziennikarz prowadzący show prawie zginął na wizji, kiedy butelka coli wystrzeliła mu przed twarzą. Tak się kończy igranie z niebezpiecznymi substancjami chemicznymi. Ciekły azot to nie zabawka! Zobaczcie sami!


 

źródło: youtube.com