MARIHUANA LEGALNA w tym państwie, od 1 stycznia! Obywatele świętują…

MARIHUANA LEGALNA w tym państwie, od 1 stycznia! Obywatele świętują…

Wielu mieszkańców tego państwa przywitało Nowy Rok własnoręcznie skręconym blantem, czyli „papierosem” z marihuaną. Od poniedziałku rekreacyjne używanie marihuany jest legalne w…

 


Chodzi o Kalifornie, jeden ze stanów w USA. Używanie marihuany w celach rekreacyjnych jest dozwolone dla osób, który ukończyły 21. rok życia. Jedna osoba może legalnie uprawiać do sześciu roślin konopi i posiadać do jednej uncji (ok. 29 gramów) marihuany. Coś co jest marzeniem wielu młodych Polaków, stało się rzeczywistością w Stanach Zjednoczonych.

 

Na początek zaledwie około 90 przedsiębiorców, głównie w okolicach San Diego, Santa Cruz i Palm Springs uzyskało koncesję na obrót „trawką”. Dlatego w niektórych częściach Kalifornii trudno będzie dostać sklepową wersję marihuany, no ale skoro można hodować samemu, to wystarczy zdobyć nasiona i problem z głowy.

 

Podczas wyborów prezydenckich w 2016 roku, Kalifornijczycy opowiedzieli się za legalizacją rekreacyjnego użycia tego narkotyku i dali władzom stanowym rok na przygotowanie przepisów regulujących legalny rynek marihuany, który miał powstać z początkiem stycznia 2018 roku.

 

Aktualnie29 z 50 stanów USA dopuszcza używanie marihuany w celach medycznych. W 2012 roku Waszyngton i Kolorado jako pierwsze zalegalizowały jej rekreacyjne używanie, a w ich ślady poszło kolejnych pięć stanów, w tym Massachusetts, gdzie sprzedaż detaliczna ma ruszyć w lipcu.

 

Jednak rekreacyjne używanie marihuany to pułapka. Holendrzy doskonale się o tym przekonali. Ich kraj zamienił się w europejskie centrum turystyki narkotykowej. Marihuana to narkotyk, który nie powinien być stosowany rekreacyjnie.

 

Źródło: rmf24.pl




„Do śmierci własnego dziecka nie da się przyzwyczaić.” – poruszające świadectwo wiary!

„Do śmierci własnego dziecka nie da się przyzwyczaić.” – poruszające świadectwo wiary!

Kolejna strata. Kolejne dzieciątko po Drugiej Stronie. I smutek, żal, łzy. Do śmierci własnego dziecka nie da się przyzwyczaić. Mogłoby się wydawać, że przecież takie małe, taki „zlepek komórek”, jak niektórzy mówią. Ale na USG widać główkę, rączki, nóżki. I bijące serduszko. Ten dźwięk słyszałam wielokrotnie. Jest cudowny.


 

Chciałoby się zaśpiewać za „Arką Noego”: „Ja jestem, ja żyję, moje serce bije!”. Dźwięk bijącego serca słyszałam wielokrotnie: wtedy, gdy rosły nasze dzieci, które cały czas są przy nas oraz wtedy, gdy nie dane mi było dzieci urodzić. Poroniłam kilka razy, w różnym okresie życia płodowego. Za każdym razem lekarze uprzedzali mnie, że w całej masie skrzepów ciężko mi będzie zobaczyć dziecko.

 

Tak było i tym razem. Raczej sceptycznie odnosili się do tego, że chciałabym zobaczyć dziecko. Mówili, że to dopiero 11 tydzień.

W tym ogromnym bólu ronienia doświadczyliśmy jednak z mężem ogromnej łaski: mogłam trzymać na mojej dłoni Joannę Marię. Byłam zaskoczona, że tak dokładnie widać jej maleńkie paluszki u nóżek i rączek, nosek, oczka, buźkę.

Słowa wdzięczności chciałabym wyrazić dla personelu Szpitala w Pyskowicach: w tej trudnej sytuacji cały czas z szacunkiem mówili o ludzkim życiu.

Zawsze byłam przeciwna aborcji, nie wyobrażałam sobie jednak, że u tak małego człowieka tak dokładnie ukształtowane są poszczególne części ciała.

Wiele miesięcy temu miałam też szansę pożegnać się z naszym synem Michałem. Nie było mi jednak dane trzymać jego ciała na dłoni. Po abrazji jego ciałko było rozszarpane. Można by przypuszczać, że stąd wzięła się próba przemycenia do głów matek i ojców pojęcia: „zlepek komórek”, czy „nic nieznaczący zlepek protoplazmy”.

Istnienie naszej Joanny mówi co innego.

 

Paulina Opozda

 

Źródło: stopaborcji.pl




Turyści w Tatrach zachowali się jak BYDŁO! Szef straży TPN ujawnia, że…

Turyści w Tatrach zachowali się jak BYDŁO! Szef straży TPN ujawnia, że…

„Tak ciężkiej służby jeszcze nie miałem w ciągu 10 lat pracy w parku” – ujawnił rozgłośni RMF FM komendant straży Tatrzańskiego Parku Narodowego Edward Wlazło. Mowa o sobotnich wydarzeniach na drodze do Morskiego Oka. Strażnicy namawiali turystów, by ci zeszli na parking na Palenicy Białczańskiej jeszcze zanim zapadnie zmrok. To wtedy doszło do okropnych scen. Blisko 300 osób uparło się, że wejdzie wyżej a potem zjedzie saniami na dół.
Pracownicy TPN tłumaczyli, że sań jest zbyt mało by wszyscy mogli się do nich zmieścić. Turyści zareagowali agresją, wyzwiskami, a niektórzy chcieli nawet pobić strażników parku.

Spotkałem się z bardzo dużą wulgarnością, przede wszystkim ludzi młodych – ujawnia Wlazło. To w większości byli ludzie roszczeniowi, w stanie po spożyciu alkoholu. Naprawdę było ciężko – dodaje.


 

Strażnicy chcieli uniknąć powtórki sytuacji sprzed kilku dni, kiedy turyści utknęli na Włosienicy i wzywali wszelkie możliwe służby ratunkowe, bo nie potrafili po zmroku zejść asfaltową drogą z Morskiego Oka.

 

Źródło: rmf24.pl




Twarz tej kobiety się „roztapia”, ona jednak nie zgadza się by…

Twarz tej kobiety się „roztapia”, ona jednak nie zgadza się by…

63-letnia Wiang Boonmee z Tajlandii, z powodu choroby straciła już wzrok ale i tak nie zgadza się na operację, która mogłaby jej pomoc. Kobieta bo się, że…

Kobieta od dziecka cierpi na nerwiakowłókniakowatość – straszną chorobę genetyczną, która powoduje deformację jej ciała. Jej twarz „topi się”, jej usta i nos stały się bezkształtne. Z powodu tej choroby Tajka straciła także wzrok.


 

Kobieta przeprowadziła się ostatnio do Bangkoku. Chociaż cierpi z powodu złego stanu zdrowia to stara się normalnie żyć i pracować. Sprzedaje ludziom kwiaty na ulicznym stoisku.

 

Z kobietą skontaktowali się przedstawiciele służby zdrowia. Zaproponowali jej zabieg usunięcia guzów.

 

63-latka nie chce jednak przejść operacji. Cierpię na to od tak dawna, że nie pamiętam nawet, jak było wcześniej. Udało mi się przeżyć, jestem zdrowa i mam pracę. Mogę się nie obudzić po operacji, boję się, że jej nie przeżyję – opowiada kobieta.

Źródło: rmf24.pl